Obrazy i ilustracje.

Między diagnozą a obrazem

Na co dzień pracuję z obrazami, choć przez długi czas nie były to obrazy malowane na płótnie. Jestem lekarzem-radiologiem. Czarno-białe, pełne cieni, głębi i ukrytych przestrzeni. Myślę, że stąd wzięło się moje przywiązanie do oszczędnej palety barw, światła, kontrastu i patrzenia na to, co nie jest widoczne za pierwszym spojrzeniem.
Rysunki

Oddech po przerwie i moment powrotu.

Do malowania wróciłam po prawie dwudziestu latach przerwy. Nie z planem ani potrzebą udowadniania czegokolwiek, ale z potrzeby oddechu. W pewnym momencie poczułam przesyt i chciałam po prostu coś stworzyć — dla siebie, bez presji i oczekiwań. Zapisałam się na grupowe zajęcia „Art & Wine” u Eweliny (zaprzyjaźnionej malarki). Właśnie wtedy powstał obraz, od którego zaczęła się moja ponowna przygoda ze sztuką.
Malarstwo

Emocje zapisane w obrazie

Malowanie porządkuje moje  myśli i pozwala zatrzymać uwagę w jednym miejscu. Czasem daje wolność, czasem cichą satysfakcję, kiedy coś wewnętrznego znajduje kształt poza mną. Nie wybieram jednego sposobu tworzenia — realizm, minimalizm albo ekspresja zależą od nastroju i potrzeby. W moich pracach wraca nostalgia, zaduma, smutek, ale też spokój. Najbardziej inspiruje mnie natura, światło, cień i odcienie szarości oraz ziemi — spokojne, prawdziwe, nienarzucające się. Pozwalają patrzeć dłużej.
Świat poza płótnem
www.sejderfarm.pl
Konie  
Kuce
Psy
Konie, cisza i potrzeba tworzenia
Drugim ważnym światem w moim życiu są konie. Razem z mężem prowadzimy małą, przydomową hodowlę sportowych koni skokowych. To dla mnie inny rodzaj tworzenia — powolny, cierpliwy, wymagający uważności, pokory i zachwytu. W obrazie i w narodzinach źrebięcia widzę podobny sens: oba są początkiem czegoś, co przychodzi na świat.  Nie mam potrzeby tłumaczyć sztuki zbyt mocno. Wystarcza mi tworzenie piękna — spokojnego, osobistego, czasem nostalgicznego. Takiego, które zostawia miejsce nie tylko dla mnie, ale też dla osoby, która patrzy.